Czy internet może zabić? Co to jest neknomination?

Czy internet może zabić? Co to jest neknomination?Kieliszek wódki
Fot. Radoslaw Wojnar

Internet sam w sobie krzywdy nie zrobi, ale treści i mody, które rozprowadza – już tak. Przykładów jest wiele, chociażby moda z lata 2013 na „bikini bridge”, propagująca wychudzone sylwetki. Ostatnio pojawiło się niebezpieczne neknomination, nawołujące do pijaństwa.

Przypomnijmy, że „bikini bridge” to wpuszczanie do sieci fotek dokumentujących charakterystyczny dla osób chudych sterczące kości miednicy w kostiumie bikini. Im większy dołek wynikający z różnicy pomiędzy wystającymi kośćmi a naciągniętym materiałem kostiumu, tym lepiej. Ale lepiej dla kogo? Dla kogoś podatnego „bikini bridge” to kolejna zachęta do nadmiernego odchudzania się, a nawet prowadząca do anoreksji.

>>> Bikini Bridge: o co chodzi? [GALERIA ZDJĘĆ] KLIKNIJ!



Neknomination, czyli umieszczanie w internecie filmików dokumentujących upijanie się na umór, ma już na swoim koncie przynajmniej dwie śmiertelne ofiary, nie wiadomo ile jest takich, które nie są kojarzone z tym zjawiskiem.

Nektomination jest właściwie swoistą grą uczestników portali społecznościowych. Inicjujący ją delikwent pokazuje, ile alkoholu może wypić jednorazowo i do jakiego stanu się doprowadza. Następnie wyznacza kolejną osobę, która ma zrobić to samo. Neknomination było pierwotnie „zabawą” Astralijczyków, ale dla internetu nie ma przecież granic. I tak ta głupota rozlała się na cały świat, również trafiła do Polski.

Grze w neknomination przypisuje się przynajmniej dwie ofiary śmiertelne – jeden miał 22 lata, drugi 19. Pierwszego znaleziono nieprzytomnego przed komputerem, ale było już za późno na pomoc medyczną. Młodszy chłopak, w totalnym zamroczeniu alkoholowym wskoczył do rzeki.   

Neknomination to tylko pozornie fajna „zabawa”, bo wszyscy piją, śmieją się, bełkoczą, kibicują sobie lub się nakręcają. Jednak przez ekran komputera nie można stwierdzić, jaka jest odporność i tolerancja „gracza” na alkohol, który rzeczywiście w umiarze poprawia nastrój, ale – a to przecież wiedzą wszyscy – w nadmiarze zabija, i nieważne czy bezpośrednio czy tylko się do tego przyczynia.

Powiązane artykuły